
Nie jestem w stanie przypomnieć sobie jak odkryłam blogaski. Na pewno pierwszy raz o czymś takim jak blog przeczytałam dziecięciem będąc w Magazynie Gazety Wyborczej, maniacko kupowanym przez moich rodziców w czwartki ze względu na jolkę (krzyżówkę taką znaczy). Było to jednak w czasach raczkowania internetu - nie znałam jeszcze nikogo, kto miałby go w domu, zdaje mi się, że przynajmniej dwa lata dzieliły mnie podówczas od poniedziałkowych wypadów do kafejki internetowej (cztery złote za godzinę) z koleżanką. Ani ja ani pan Leszek K. Talko (bo zdaje się, że to on pisywał o sieci) nie mogliśmy się spodziewać tego, czym mogły stać - i stały się - blogi.
To musiało stać się późno, skoro udało mi się oprzeć pokusie prowadzenia własnego blogaska, zresztą nie miało szans stać się wcześnie, bo internet (dziewięćdziesiąt godzin w miesiącu za czterdzieści pięć złotych, na linii telefonicznej) trafił do domu naszego dopiero kiedy byłam w liceum - mój tata poza fascynacją informatyką (komputer w domu był wcześniej niż ja, siatki brył na matematykę w podstawówce musiałam robić w corelu i wiem jak wygląda windows 3.1) ma lekką paranoję i chwilę trwało nim te dwie siły doszły do jakiegoś kompromisu.
Tak czy inaczej odkryłam je. Może po prostu weszłam na onet i kliknęłam w "opowiadania", może szukałam jakichś portali literackich, w każdym razie odkryłam jeden z mroczniejszych zakątków internetu - i niezmierzone pokłady miłości do słabej literatury (jeżeli tylko nie jest wydana i nikt nikomu za nią nie zapłacił).
Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego jak tam jest. "Dostałam od niego pięknego żą kila" i wysyp Mary Sue najgorszego (najlepszego?) gatunku to nic w porównaniu z Harrym Potterem, który odkrywa, że jest serafinem, wychodzi za mąż (!) za Severusa Snape'a, a kiedy się podnieci, produkuje brokat ze wszystkich trzech par swoich tęczowych (!) skrzydeł.
Nie zmyśliłam tego.
Inna sprawa, że w początkowej fazie tego nie było, moda na yaoi weszła chyba dopiero przy Tokio Hotel (ale za to z przytupem, bo to było incest yaoi). Wcześniej w większości spotykało się historyjki z gatunku "przeczytałabym sobie coś takiego, ale nie mam pod ręką to sobie napiszę". Wiecie, księżniczki, przepowiednie, przygody, takie trochę erpegie w wersji masturbacyjnej, biorąc pod uwagę, że zwykle imię Głównej Wspaniałej Bohaterki było jednocześnie nickiem autorki.
Dzień, w którym poczułam historyczny przypływ znudzenia przyszedł po latach. Znaczy, naprawdę latach. Siedmiu czy coś koło tego. I nie było to znudzenie blogaskami, to było znudzenie ogólne. Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić, pomyślałam więc "to ja wam teraz dzieci pokażę" i zaczęłam pisać prościutką historyjkę fantasy i udawać nastolatkę. Nawet blogaska miałam w kategorii teen.
Kiedy prościutka historyjka fantasy doszła do połowy czwartego tomu zorientowałam się, że trochę chyba przegięłam, zwinęłam blogaska (z bólem, bo prowadzenie blogaska ma swoje plusy) i miałam spokój na jakiś czas. A po jakimś czasie (dwóch latach konkretnie) zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Jakiś obcy człowiek napisał do mnie maila, pytając co z Niepamięcią (tak się nazywał blog). Jakaś obca laska widząc mojego nicka zapytała czy ja to ja od Niepamięci. Moje ego wyło, że jest głodne. I w ogóle.
Usiadłam więc, pomyślałam, wzięłam z głowy jeden światek, który się na blogaska nadaje i stwierdziłam, że coś w nim napiszę. Tym razem trochę inaczej, to znaczy, bez udawania że jestem nastolatką i tego całego dystansu i nieprzyznawania się i w ogóle, no bo na litość, piszę tak, że da się to czytać. A że setting jest fajny, chciałabym mieć jakichś innych czytelników niż szalone szesnastki piszące o Malfoyu, który liże Pottera za uchem, a do tego światek jest wspomnianym w tytule przyczynkiem do dyskusji „science fiction vs. fantasy”, to po raz kolejny zrobiłam ten paskudny numer z napisaniem notki na polterze tylko po to by na jej koniec wkleić linka ;) Toteż proszę:
http://widsee.bogspot.com (ciekawe czy link zadziała tym razem). Odcinki są krótkie bo nie wiem jak Wy, ale ja mam małą odporność na czytanie z monitora, za to pojawiają się często (aktualnie codziennie), bo szybko piszę i nie lubię spać. Komcie tylko dla zalogowanych, bo jak pomyślałam co się będzie działo po tej wzmiance o Harrym i Malfoyu to stwierdziłam, że może jednak ograniczę. Nie żebym nie wierzyła w możliwości zalogowanych w tym względzie, ale jednak ;)
EDIT: Chciałam z tego miejsca po raz kolejny wyrazić ciepłe uczucia w stronę polterowego edytora.
Waszym zdaniem...
Komentowanie na tym blogu dostępne jest po zalogowaniu.