» Recenzje » Prêt-á-porter

Prêt-á-porter


wersja do druku

Trzewik ubiera się u Prady

Autor: Daniel 'ScripterYoda' Oklesiński
Redakcja: Joanna 'Senthe' Falkowska
Ilustracje: Daniel 'ScripterYoda' Oklesiński

Prêt-á-porter
"Musimy się spieszyć, kolejny pokaz mody już za miesiąc, a jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Trzeba zdobyć modne projekty i materiały na nie. Przy okazji warto by otworzyć sklepik firmowy, a i zatrudnienie księgowego by nie zaszkodziło. Co?! Zostało nam tak niewiele pieniędzy? A więc trzeba i do banku się udać. Nie chcę mieć jeszcze na głowie pożyczki." Co to? Wstęp do poradnika ekonomisty? Nie, to opis rozgrywki w jedną z bardziej zaskakujących gier wydawnictwa Portal – Prêt-á-porter autorstwa Ignacego Trzewiczka. Nie opowiada ona bowiem, jak już się przyzwyczailiśmy, o krwawych starciach w odległych światach fantasy i s-f. Areną zdarzeń jest tutaj (równie bezwzględny) świat mody. To jedna z kilku kontrowersji wzbudzonych przez Trzewika…
Och, co za piękny materiał! Ech, jaka brzydka sukienka!
Prawie każdy zarzucał grze słabe wydanie. Dużo tekstu, nieintuincyjny rozkład pól na planszy i braki w żetonach irytowały wielu. Czy słusznie? Moim zdaniem po części tak. Chociaż sama trwałość wydania stoi na bardzo wysokim poziomie (sztywne karty, grube żetony i świetnie organizująca miejsce wypraska), to gra nie ułatwia samej rozgrywki. Najbardziej denerwujące są karty, w większości zapisane drobnym maczkiem. Ponieważ na początku prawie każdej tury pojawia się 9 nowych kart, gracze na chwilę zawieszają się i wczytują w ich możliwości. Utrudniona okazuje się również obserwacja własności przeciwnika – znowu musimy się schylać, aby cokolwiek dojrzeć.
Plansza też nie jest najlepsza – zdarzyło się na niej kilka wpadek (pomylone kolory, tylko na planszy pojawia się wyrażenie "punkty zwycięstwa"). Poza tym, żetony gwiazdek – rzecz najważniejsza w grze - mogą się skończyć w przypadku gry czteroosobowej. Wszystko to, poza tymi nieszczęsnymi kartami, nie przeszkadza jednak zbytnio w rozgrywce.
Zresztą przy odrobinie chęci i funduszy da się załatać te wady. Po pierwsze, zamiast kupować polską edycję, możemy zaopatrzyć się w drugą, dostępną niestety tylko w języku angielskim. Jest ona całkowicie oparta na symbolach i rozwiązuje większość z wspomnianych problemów. Jednocześnie jest też niestety językowo zależna i około 30 zł droższa. Możemy też dokupić "patch" do polskiej edycji – zestaw około stu nowych kart (z drugiej wersji), co rozwiąże największy problem, czyli nieczytelne napisy małym druczkiem. Teraz mamy jasne symbole, a do rozszyfrowania większości z nich nie jest nawet potrzebny opis. Nowa talia kosztuje 18 zł, więc nie jest to zbyt duży koszt (i nadal wychodzi 10 zł taniej niż edycja angielska). Warto pochwalić Portal za taką inicjatywę! Pomimo pierwszych wpadek, wydawnictwo próbuje naprawić swoje błędy.
Przydałoby się jednak dodatkowo opublikować przyjazną dla druku instrukcję opisującą symbole (chwilowo trzeba się posiłkować angielską). Miło by było też, gdyby udostępniono naklejki na planszę – gdyby zamienić na niej słowa "pracownicy" i "budynki", można by rozwiązać za jednym zamachem dwa problemy – pomylone kolory miejsc z kartami i zmienioną w nowej edycji kolejność rozpatrywania pól.
Co za krok! Co za kunszt!
Trochę już ponarzekałem, warto więc przyjrzeć się bliżej zaletom – tych jest na szczęście dużo więcej. Pierwsza z nich to świetny temat. O ile nie zachęci on większości mężczyzn (ale też raczej nie odrzuci), to kobiety o wiele chętniej zasiądą to stołu jako dyrektorki firm projektanckich niż jako kolejny kupiec czy poszukiwacz przygód. To poważna zaleta dla osób, które chciałyby przekonać białogłowe, aby dołączyły do rozgrywki.
Największą jednak zaletą jest sama mechanika. Gdy się już usiądzie do gry – nieważna grafika, nieważne wpadki edytorskie – wszystko to zostaje przyćmione przez po prostu świetną zabawę z gry. Ale od początku. Zadaniem graczy jest jak największe pomnożenie swojego majątku. Ponieważ każdy staje na czele firmy projektanckiej, gotówkę zdobywa się przede wszystkim na pokazach. W zależności od kilku czynników ustala się wartość każdej wystawionej kolekcji. Gra trwa rok, a na koniec każdego kwartału dochodzi do miesiąca wystawowego.
Kto jest najlepszy? Oczywiście, że ja!
W trakcie nich odbywa się najważniejsza bitwa. Bitwa o gwiazdki. Pokazy odbywają się w jednym do czterech miastach. W każdym z nich pod uwagę będą brane różne cechy. W Ilości wygra osoba posiadająca najwięcej projektów. Za Jakość, Trendy i PR triumfy będą święcić gracze, którzy pozyskają najwięcej żetonów o danej cesze. Za wygraną (i czasami drugie miejsce) zdobywamy pewną ilość gwiazdek zależnie od ważności danej cechy w mieście.
To właśnie gwiazdki są kluczowe w całej grze. Po ustaleniu, ile ich dostaliśmy, sprzedajemy nasze projekty – każdy za swoją cenę plus ilość gwiazdek. Oznacza to, że jeżeli przygotowaliśmy się dobrze i wystawiliśmy 6 projektów, to każda gwiazdka da nam dodatkowo aż 6 tysięcy! Przy dobrym zarządzaniu możemy zdobyć dużo ponad 100 000$. A to nie koniec zalet posiadania gwiazdek! Po pierwsze, każda z nich dodaje nam od jednego do trzech (zależnie od liczby graczy) tysięcy na koniec gry. Po drugie, posiadając sklep firmowy (a nawet trzy) możemy, przy odpowiedniej liczbie gwiazdek, zarabiać dodatkowo co turę nawet 11 000$.
Jestem najpiękniejsza i zrobię wszystko, aby tak pozostało
Dzięki właściwie prostemu mechanizmowi walki o gwiazdki rodzi się między graczami fenomenalna interakcja. Każdy punkt jest na wagę złota, jeśli przyczyni się do zdobycia większej liczby gwiazdek. Konieczność posiadania gwiazdek zmusza nas też do wystawiania wielu projektów. Im ich więcej, tym lepiej zarobimy na samych gwiazdkach. Prowadzi to do niesamowitej wręcz walki o każdy żeton, surowiec, czy projekt. Gra jest wymagająca, a każdy, nawet mały, błąd oddala nas od marzenia o zwycięstwie. Już po pierwszej rozgrywce widać, że chociaż temat wybrano nietypowy, to gra idealnie wpisuje się w profil Portalu – jest brutalna i drapieżna.
Aby to jeszcze wzmocnić, Trzewik wprowadził typową mechanikę worker placement, czyli mechanizm, w którym blokowanie przeciwników jest na porządku dziennym – wystawiamy swoich robotników na pola dające pewien bonus. Ponieważ jest ich prawie zawsze o jedno mniej, niż graczy, nierzadko spotyka się sytuację, kiedy trzech graczy idzie po projekty tylko po to, aby czwarty nie miał niczego, z czym mógłby się pokazać na światowych wybiegach.
Muszę jeszcze iść do banku i hurtowni. Co, pokaz jest już jutro?!
W Prêt-á-porter występuje też uwielbiany przez wielu syndrom krótkiej kołderki – tyle chciałoby się zrobić, a czasu nie ma. Zawsze straszliwie mnie to irytuje, gdyż chciałbym móc rozbudowywać moje imperium, a jednak takie gry ciągną mnie ze zdwojoną mocą – wychodzi na to, że jednak lubię cierpieć. Tutaj mamy do wykonania tylko cztery akcje, a zaplanowanie optymalnego ich wykorzystania zdecydowanie nie jest łatwe. Na pewno warto zaopatrzyć się w budynki lub pracowników, którzy często pozwalają wykonać bonusowe akcje poza kolejką. Niestety, nikt nie chce dla Ciebie pracować za darmo, a wszystkie obiekty też trzeba utrzymać…
Przy ograniczonych zasobach gotówki wcale nie tak rzadko trzeba będzie udać się do banku po kredyt. Nie jest to jednak wielki problem. Dużo gorzej, jeśli okaże się, że portfel mamy pusty, a pracownikom trzeba natychmiast wypłacić pensję. Wtedy niestety zostaniemy z wysokooprocentowaną pożyczką do spłaty. To właśnie między innymi ten mechanizm przyczynił się do "edukacyjności" gry – została ona w końcu dofinansowana przez Narodowy Bank Polski jako produkt nauczający podstawowych zasad ekonomii. Gracze mogą się dowiedzieć, że wzięcie kredytu to wcale nie katastrofa, a wręcz przeciwnie, że zysk nie jest równy ilości pieniędzy otrzymanych ze sprzedaży, że rozwój infrastruktury to właściwie warunek zwycięstwa. Poza przyjemnością z gry dowiemy się, co robić i na co uważać, gdy kieruje się przedsiębiorstwem. To niewątpliwie duża zaleta.
Mimo że sprawdza się powiedzenie, że przed zakupem gier Portalu powinno poczekać się na drugą edycję, to świetna, naprawdę genialna mechanika powoduje, że przymykamy oko na niedociągnięcia i zanurzamy się w wir wydarzeń, decyzji i rywalizacji. Coraz bardziej boję się o Trzewika, bo kiedy nie siądę do jego kolejnego dzieła, to kolejny hit, cud i objawiony geniusz. Robot, mutant czy maszyna Molocha? Nikt nie wie, ważne, że jak zwykle w przypadku gier tego gliwickiego projektanta tę również polecam i tutaj kończę pisać – rozłożona plansza do Prêt-á-porter wzywa. Plusy:
  • ogromna interakcja
  • mechanizm gwiazdek
  • temat podobający się kobietom
  • wydanie dobrej jakości
  • element edukacyjny
  • "syndrom krótkiej kołderki"
Minusy:
  • rozwiązania graficzne wielu elementów – w szczególności kart
  • praktyczna konieczność kupowania wersji angielskiej lub dodatkowych kart
Dziękujemy Wydawnictwu Portal za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Galeria

Zobacz wszystkie »

9.0
Ocena recenzenta
6.42
Ocena użytkowników
Średnia z 6 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 4
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Pret-a-Porter
Typ gry: ekonomiczna
Projektant: Ignacy Trzewiczek
Ilustracje: Tomasz Jędruczek, Monika Szeja, Mariusz Gandzel, Dariusz Zabrocki
Data wydania oryginału: grudzień 2010
Wydawca polski: Portal
Liczba graczy: od 2 do 4 osób
Wiek graczy: od 10 lat
Czas rozgrywki: ok. 60-120 minut
Cena: 109,90 zł
Tagi: Portal | Pret-a-Porter | Ignacy Trzewiczek



Czytaj również

Pret-a-Porter (wideorecenzja)
Moda od NBP
- recenzja
Stronghold (druga edycja)
Wróg u bram
- recenzja
Robinson Crusoe: Adventure on the Cursed Island
Przygody rozbitków
- recenzja
Konwój
Let's Ride!
- recenzja
Neuroshima Tactics
Przyczajony Posterunek, ukryty Moloch
- recenzja
Nowa Era
Wojna w świecie 51. Stanu
- recenzja

Komentarze Obserwuj


Neurocide
   
Ocena:
0
A czemu nie na głównej w planszówkach?
29-02-2012 08:47
ScripterYoda
   
Ocena:
0
Czekam na zmoderowanie wieści - niedługo powinno być :)
29-02-2012 10:45
lintu
   
Ocena:
0
Dajesz 6,5 dla War of the Ring, a 9 dla Prêt-á-porter? Oj nie, bardzo nie...
29-02-2012 23:52
Malaggar
   
Ocena:
0
Co kto lubi. Ja WotR specjalnie wysoko nie cenię też. Inna sprawa, że PaP nie dałbym oceny wyższej:P
29-02-2012 23:54
ScripterYoda
   
Ocena:
0
No cóż, takie mam gusta :)
01-03-2012 12:41
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+1
Wydało się - Scripter lubi damskie fatałaszki :D
01-03-2012 14:26
ScripterYoda
   
Ocena:
+1
Lubię dużą interakcję i brak losowości, Adamie :)
Temat mi w zasadzie obojętny.
01-03-2012 14:47

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.