» Recenzje » Splendor

Splendor


wersja do druku
Splendor
Na temat gry Splendor napisano już wiele, zazwyczaj w samych superlatywach.  A mimo to gra inspiruje do kolejnych recenzji, analiz oraz wniosków. Czy można o niniejszej grze powiedzieć coś, co do tej pory nie zostało jeszcze powiedziane? Mam nadzieję, iż poniższy tekst wniesie jednak coś do tematu.

O autorach Splendoru, zawartości pudełka, wykonaniu poszczególnych komponentów oraz przebiegu gry napisano już sporo. Na łamach serwisu Polter opublikowany został unboxing, czyli prezentacja zawartości gry, jak i recenzja szczegółowo omawiająca kryteria zwycięstwa oraz sekwencję możliwych do wykonania ruchów wraz z ich konsekwencjami. Dlatego też zamiast powielania podobnych treści proponuję wydobyć na światło dzienne wszystkie walory tytułu stojące za jego komercyjnym sukcesem.

Tytułem niezbędnego wprowadzenia: celem gry jest zdobycie 15 punktów wynikających z posiadania kart oraz żetonów arystokratów. Aby to osiągnąć, gracze pozyskują klejnoty, które następnie wymieniają na karty zapewniające stały dopływ drogocennych surowców. Zebrane świecidełka przekładają się na możliwość zakupu coraz lepszych kart premiowanych zdobyczą punktową oraz zwracających uwagę możnych doby renesansu. W ten sposób budowany jest silnik służący gromadzeniu punktów. Silniczek prosty acz bardzo atrakcyjny i zapewniający mnóstwo przyjemności w obcowaniu z grą.

Cóż jest więc takiego w Splendorze, iż wzbudza powszechny zachwyt, i to zarówno u niedzielnych graczy, jak i oddanych fascynatów gier planszowych? Po kilkudziesięciu rozegranych partiach nabrałem przekonania, iż sedno tkwi w piekielnie wciągającej zabawie w budowanie silnika do zbierania kart, a w konsekwencji zdobywania punktów. Owszem, pierwszych kilka rund skupia się wokół zgromadzenia podstawowych surowców, jednakże wraz z postępem rozgrywki maszyna zaczyna funkcjonować pozwalając kolekcjonować kolejne karty z coraz większą efektywnością, co samo w sobie jest niebywale wciągającym zajęciem.

Niemal równolegle z powyższym należy wymienić dwa kolejne czynniki wpływające na atrakcyjność omawianej pozycji: syndrom brakującej tury oraz chęć rewanżu. W splendorze – jak w każdej grze – zdarzają się przypadki deklasacji rywala, czy to wskutek błędnej taktyki przeciwnika czy też dzięki szczęśliwemu przypadkowi. Znacznie częściej rywalizacja przebiega w sposób bardzo wyrównany, a napady frustracji wywołanej przysłowiową porażką „o włos” to rzecz występująca niemalże na porządku dziennym. Nie raz i nie dwa przytrafiła się sytuacja, kiedy do finalnego triumfu zabrakło jednej jedynej rundy.

W ten sposób dochodzimy do trzeciego z elementów stanowiącego o sile Splendoru. Krótki czas rozgrywki oraz emocje jej towarzyszące przekładają się wprost na żądzę rewanżu, dzięki czemu niezwykle rzadko rywalizacja kończy się na jednej partii. Dwie rozgrywki to absolutne minimum, a i trzy potyczki pod rząd nie są niczym niespotykanym. Ale to jeszcze nie koniec atutów, jakimi może pochwalić się autor gry, tj. Marc Andre.

Nie sposób nie wspomnieć oczywiście o prostocie zasad, dzięki czemu tytuł znakomicie sprawdza się zarówno w gronie rodzinnym, jak i pośród zaawansowanych graczy. Równie dobrze bawią się przy nim starsi, jak i osoby młodsze, i to niezależnie od płci. W chwili powstawania tej recenzji Splendor znajduje się na wysokim 10 miejscu w rankingu prestiżowego serwisu BGG, w kategorii gier familijnych. Obok nominacji do nagrody Spiel des Jahres to jedno z najważniejszych opiniotwórczych wyróżnień.

O szacie graficznej celowo wspominam na samym końcu. Przede wszystkim współczesne produkcje przyzwyczajają nabywców do szalenie estetycznych wydań. Splendor prezentuje się bardzo atrakcyjnie, ale bez problemu można wskazać co najmniej kilka bądź nawet kilkanaście tytułów, których premiera miała miejsce w bieżącym roku, o analogicznym lub nawet wyższym poziomie graficznym. Kroplą goryczy – dla mnie osobiście – są powtarzalne ilustracje dla kart trzeciego poziomu. Ten aspekt gry aż się prosi o unikalny charakter każdej z ilustracji. Podsumowując wykonanie: jest naprawdę dobrze, ale mogłoby być troszkę lepiej.

Wielu potencjalnych nabywców przed zakupem gry zadaje istotne pytanie o tak zwaną skalowalność, czyli o przyjemność płynącą z rozgrywki przy konkretnej liczbie graczy. Splendor zaprojektowany został z myślą o konfiguracji od 2 do 4 graczy. Płynność rozgrywki została osiągnięta poprzez dopasowanie ilości żetonów oraz arystokratów do liczby uczestników. Dzięki temu zabiegowi kryształów zawsze brakuje, wymuszając zagrywanie ich bez nadmiernego kolekcjonowania.

Należy jednakże podkreślić, iż gra dostarcza więcej wrażeń przy czterech bądź przynajmniej trzech uczestnikach. Wówczas to najlepsze karty rozchodzą się jak świeże bułeczki, dzięki czemu bardzo wzrasta rola rezerwowania upatrzonych zasobów. W przypadku zabawy w duecie Splendor nadal zachowuje swoją opisaną wyżej atrakcyjność, jednakże presja i ciśnienie związane błyskawicznym podbieraniem kart w znacznym stopniu zanika. Wówczas to Splendor traci status tytułu genialnego na rzecz sformułowania „jedynie bardzo dobry”. Często grywam we dwie osoby, jednakże najbardziej epickie rozdania miały miejsce w trakcie partii czteroosobowych.

Ostatnie, malutkie kropelki dziegciu dotyczą samych kart, które wymagają bezwzględnego umieszczenia w koszulkach ze względu na wysoką podatność na uszkodzenia wynikające z eksploatacji. Niestety natychmiast po spakowaniu przestają się mieścić w specjalnie przygotowanych przegródkach wewnątrz pudełka. Gwoli ścisłości: jest to stały mankament wielu gier planszowych i aż dziw bierze, że wydawcy nie biorą pod uwagę tego aspektu.

Nie zmienia to jednak faktu Splendor okazał się bardzo pozytywnym zaskoczeniem, a wysokie noty wśród miłośników gier planszowych, jak i nominacja do prestiżowej nagrody Spiel des Jahres 2014 są w pełni uzasadnione. Bez obawy można zaryzykować stwierdzenie, iż niepozorny artysta z okładki okazał się mistrzem pośród szlifierzy diamentów. 

 

W artykule wykorzystano zdjęcia opublikowane w serwisie BGG.

8.5
Ocena recenzenta
8.72
Ocena użytkowników
Średnia z 9 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Splendor
Typ gry: familijna
Projektant: Marc André
Ilustracje: Pascal Quidault
Wydawca oryginału: Space Cowboys
Data wydania oryginału: 2014
Wydawca polski: REBEL.pl
Data wydania polskiego: 2014
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek graczy: od 10 lat
Czas rozgrywki: ok. 30 min.
Cena: 109,95 zł
Tagi: Marc André | Pascal Quidault | Space Cowboys | Wydawnictwo REBEL.pl | Splendor



Czytaj również

Splendor
Fotounboxing #6
Splendor
Kolorowe kamienie dla każdego
- recenzja
Planszowy Poradnik
Gry na start cz.I
Via Nebula
Jak postawić dolinę na nogi?
- recenzja
Domek
Domek dla każdego
- recenzja
Wakacyjna polecanka gier planszowych
Pakujemy się na wakacje

Komentarze Obserwuj


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.