Biba pod remizą
Autor:
Artur 'GoldenDragon' JaskólskiIlustracje: Artur 'GoldenDragon' Jaskólski
Redakcja: Grażyna 'Fionaxxx' Zarzycka

Z wielkim zainteresowaniem zabierałem się za nową produkcję wydawnictwa Kuźnia Gier. Z jednej strony to jeden z największych wydawców gier planszowych na polskim rynku, z drugiej strony ich tytuły uważane są za mocno kontrowersyjne. Jak było tym razem?
Wiochmen: Wesele to trzecia część wiochmeńskiej trylogii po
Wiochmen Rejser (2005 rok) i
Wiochmen 2 (2007 rok). Tym razem akcja gry przenosi się na przyjęcie ślubne, które, jak to na wsi bywa, koniecznie musi odbyć się w strażackiej remizie. Odgrywamy rolę jednego z gości.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Ale wiocha
Pudełko do gry wykonane jest w dosyć dziwny sposób - dolna część dodatkowo podklejona jest tekturą, a w górnej części tylko wieczko. Nie wróży mu to długiego żywota. W środku pudełka znajdziemy plastikową wytłoczkę na elementy. Elementy gry to komplet pionków rodem z PRL-owskich produkcji (w 5 kolorach po 4 dla każdego gracza), kość sześciościenna i plastikowy kieliszek (w moich egzemplarzu, niestety, połamany). Osiem kart postaci wykonanych jest z cienkiej tektury – takiej jaką znajdziemy w szkolnym bloku technicznym. Składana plansza do gry (gdyby była większa byłaby bardziej czytelna i przy większej ilości osób nie byłoby na niej tłoku) również wykonana jest z tego samego materiału. Szkoda, że Kuźnia gier nie pokusiła się na sztywniejszy materiał przynajmniej dla planszy, która, niestety, ciągle się wygina, a pionki z niej spadają. Zupełnie inaczej wygląda 110 kart dołączonych do
Wiochmena: Wesele. Choć umieszczone są w tandetnych pudełkach – prezentują się tak jakby zostały stworzone do zupełnie innej gry. Karty są kolorowe (ozdobione specyficzną kreską Krzysztofa Rogulskiego), ozdobione dużymi ilustracjami i bardzo czytelnymi opisami – niewątpliwie najmocniejsza wizualna strona produktu. Całości dopełnia długa, składana, kolorowa instrukcja wykonana na śliskim papierze.
Goście bawią się wesoło
Przybywamy do remizy jako jeden z zaproszonych gości na prawdziwe wiochmeńskie wesele. Naszym celem jest zdobycie największej ilości punktów Zabawy. Osiągniemy to poprzez zjednywanie Weselników, wyzywaniem innych Bohaterów na Solo, korzystaniem z właściwości miejsc na planszy i zagrywaniem kart. Choć instrukcja sugeruje, że gra jest skomplikowana – to przynajmniej jej ogólne założenia okazują się całkiem proste. Gra składa się z trzech faz:
I –
Faza Ciągnięcia – dociągamy karty w ilości maksymalnie 3, do limitu na ręce, który wynosi 6.
II -
Faza Działań – wybieramy pierwszego gracza (Luzera), zagrywamy karty wzmacniające, a następnie każdy gracz ma do wyboru 2 z dostępnych 4 akcji.
III –
Faza Porządków – usuwamy zbędne karty, przywracamy do gry wykorzystane umiejętności weselników i rozstrzygamy karty Zdarzeń.
Aby zwyciężyć w grze musimy przede wszystkim zjednywać weselników. Gdy chcemy to zrobić, to musimy znaleźć się w odpowiedniej lokalizacji i zwyciężyć w teście. Każdy Bohater ma dwa współczynniki Muskuł i Wymowa, a każdy z weselników ma co najmniej jeden z nich. W teście porównujemy wysokość swojej cechy i osoby, którą chcemy pozyskać, modyfikujemy wynik kartami i dodajemy do tego rezultat rzutu kostką. Jeżeli wyrównamy lub przekroczymy współczynnik weselnika możemy go dołączyć do swojej Czeredy.
Drugim sposobem na pozyskanie punktów Zabawy jest wyzwanie innego gracza na Solo. Tej metody jednak nie polecam. Zdobyć tu możemy jedynie 1 punkt zwycięstwa, nieznacznie osłabiając tylko przeciwnika. Oczywiście efekt swej wygranej możemy zwiększać, a sytuacje przeciwnika pogarszać poprzez zagranie odpowiednich kart i wykorzystaniu zdolności weselników i Bohaterów, ale takie
combo nie jest zbyt częste.
Punkty Zabawy zdobędziemy również poprzez zastosowanie się do kart Zdarzeń. Niestety, w rozgrywce korzystamy tylko z trzech, a warunki, które musimy osiągnąć często są trudne do wypełnienia. Ostatnim sposobem są
kiłordy. Każdy z weselników ma co najmniej jedno słowo-klucz na swojej karcie, które skompletowane na koniec rozgrywki dają dodatkowe punkty zwycięstwa.
Najmocniejszą stroną gry są karty. Weselnicy posiadają specjalne zdolności, które pomagają Bohaterom w pokonywaniu kolejnych przeciwności gry. Z kolei Karty Zagrywek pozwalają na zwiększenie własnych szans na zwycięstwo lub osłabienie przeciwników. Każda taka karta obok zdolności specjalnej, może być również wykorzystana do
Walenia bani – w lewym górnym rogu karty mamy symbol kieliszka, za każdy taki znaczek mamy prawo dodać + 1 do wyniku dowolnego testu. Drugim atutem
Wiochmena: Wesele jest interakcja. Biorąc pod uwagę to, że czasem zjednanie jednego weselnika więcej może mieć decydującą rolę przy końcowym wyniku, ważne jest przeszkadzanie swoim rywalom – robimy to poprzez zagrywanie kart na rywali i korzystanie ze zdolności weselników. Najczęściej psujemy testy rywali albo negujemy działanie ich umiejętności specjalnych.
Krytyczna uwaga należy się instrukcji. Jej pobieżne przejrzenie sugeruje, że gra jest trudna, a wcale tak nie jest. Można przełknąć to, że gra ma 6 kolorów tła (jeden na tło i jeden na ramki z ważnymi informacjami by wystarczył), ale bardzo trudno znaleźć w niej podstawowe informacje. Nie pomagają tu karty pomocy – co z tego, że mamy tu dokładny opis Solo, skoro nie podano nagrody za zwycięstwo.
Humor z remizy
Humor
Wiochmena: Wesele nawiązuje nie tylko do klimatu przyjęcia ślubnego spod wiejskiej remizy, ale szeroko rozumianej kultury masowej. Są więc postacie filmowe –
Ksiądz Proboszcz z twarzą Cezarego Żaka czy
Miejscowy Potentat z Arnoldem Schwarzeneggerem. Są świetne karty jak
Zew Ciulu! (mały Cthulhu pośród świń),
Esperal (Bogusław Linda z plastrem na pośladkach) czy
Drużyna AA (bohaterowie serialu jako abstynenci). Są też słabe jak
Cofka czy
Swąd z kopary. Większość jest jednak przeciętna, a sytuację ratują wstawki fabularne napisane kursywą. Dowcip z gry jest dość unikatowy i przeznaczony do specyficznej grupy odbiorców. Pochwała należy się autorom za wyjście poza schemat i nawiązanie do czegoś więcej niż klimatu wiejskiej zabawy.
Jak się goście dziś bawili?
Wierzę, że seria
Wiochmen ma swoją oddaną grupę odbiorców, jednak specyfika i jakość wykonania nie zachęca po sięgnięcie do gry typowego planszówkowicza. Żadna osoba, z którą grałem nie dała się zachęcić do ponownej rozgrywki. Oczywiście, ogólne wykonanie gry w pewien sposób buduje specyficzny,
wieśniacki klimat, ale same karty sugerują, że mogliśmy dostać coś lepszego. Jako gra imprezowa też nie nadaje się do szybkiego zagrania – dość długi czas rozgrywki i instrukcję trzeba przeczytać przed grą, najlepiej dwukrotnie. Trochę inne czasy – gdy imprezę budują
Fasolki,
Dixit czy
Palce w pralce, a nie spartańsko wykonane gry rodem z początku lat 90-tych.
Wiochmena: Wesele poleciłbym na spotkanie starych znajomych, którzy chcą powspominać dawne czasy – na pewno z rozrzewnieniem popatrzą na ten tytuł. Gra też powinna być dobrą zabawę dla tych, którzy chcą pośmiać się z kultury masowej i lubią odnajdywać różne smaczki w produktach, z którymi się stykają.
Plusy:
*karty jakby wyjęte z innej gry – wykonanie o klasę lepsze od pozostałych elementów
*liczne i zabawne odwołania do kultury masowej
*interakcja
Minusy:
*słabe wykonanie
*trudno odnaleźć w instrukcji ważne rzeczy
*wąski krąg odbiorców
*zmarnowany potencjał walki na Solo
*mogła być z tego dobra karcianka
Dziękujemy wydawnictwu
Kuźnia Gier za udostępnienie gry do recenzji.
Waszym zdaniem...